Przyjaciółce, z drugiej strony lustra

animals-2107902_640

Gdzieś poza betonowymi murami klatki, w której się teraz znajdujesz, świeci słońce. Jest tam zgiełk letniego dnia, soczysta zieleń natury i błękit nieba kpiący z fotofiltrów.  Ptaki ćwierkają w oddali, przytłumione szumem spokojnych rozmów. Jest tam beztroska, dziecięcy śmiech i ogromne lustro, którego ramę ozdobiono kwiatami róży. W lustrze tym widzisz jednak swoje odbicie nieco inaczej niż do tego przywykłaś. Zamiast zmarszczek widnieje zatem serdeczność, nie dostrzegasz siwych włosów, a ciepło niewinnej osoby, kilogramy, których tak nie znosisz, przekładają się na nieskończone pokłady wsparcia. W lustrze tym nie dostrzegasz wszystkiego, czym nie jesteś, wręcz odwrotnie. Przeglądając się zauważasz, że to nie naiwność kazała Ci wierzyć w swoje zawsze dobre i zawsze źle odbierane chęci. One tam są, widzisz je doskonale. Jest też współczucie, chęć pomocy, serce tak ogromne, że aż dziwnym jest, jakim sposobem zmieściło się w klatce piersiowej. Lubisz siebie w tym lustrze. Być może inni nie widzą Cię w ten sposób, nie zmienia to jednak faktu, że taka właśnie jesteś. Piękna. Bo piękno bez duszy jest puste, płytkie i nijakie. Twoje zaś… Tylko popatrz. Piękno promieniujące od środka. Tyle miłości i poświęcenia w tak delikatnej istocie. Niczym porcelana, którą tak łatwo jest stłuc, piękna i krucha zarazem. Jesteś cenna, warta poświęceń i najgorętszej z miłości. W tym świecie widzisz swoją cenę jak na dłoni. Nie tęsknisz za niespełnionymi marzeniami, cisza oznacza spokój, nie samotność. Poza betonowymi murami klatki, w której się znalazłaś, istnieje piękna rzeczywistość.

Nie pytaj, gdzie ją znaleźć. Jeden jedyny raz spójrz wgłąb siebie, poza mury słów, które wypowiedziano tylko po to, by Cię skrzywdzić. To Ty zbudowałaś klatkę w swojej głowie. Wyobraź sobie, że jej tam nie ma. Co widzisz? Jaka jesteś? Czy dostrzegasz swoje piękno? Ten świat jest dla Ciebie na wyciągnięcie ręki. On jest wewnątrz Twojej duszy. Kiedy raz zajrzysz tam z szczerością i bez wyrzutów skierowanych przeciwko samej sobie, już nigdy nie pozwolisz nikomu zbudować muru na fundamentach ich własnych niepowodzeń.
Jesteś piękną duszą, kochającą szczerze i do bólu, dającą z siebie zawsze sto procent. Spójrz na siebie taką, jaką ukształtowało Cię życie. Patrz poza oczekiwania pustych magazynów dla płytkich ludzi.
Jesteś księgą doświadczeń, oceanem uczuć. Namiastką doskonałości  wszechświata. Pokochaj siebie w pierwszej kolejności, bo to właśnie Ty potrzebujesz siebie najbardziej. Porzuć klatkę, fruń… aż dotrzesz na drugą stronę lustra. Ono istnieje. W Tobie.
Reklamy

Powroty

20181027_220056Powroty w miejsca setek bolesnych wspomnień potrafią być terapeutyczne. Tak jak i ból. Niczym pokaz slajdów przez umysł przewijają się setki sytuacji. Wystarczy nazwa okolicy, w której się mieszkało, wyświetlona jako punkt docelowy autobusu. Umysł przypomina o zieleni angielskich wzgórz, gorącym lecie, pierwszych chwilach z jeszcze zdrowym dzieckiem, naiwną i nieskopaną życiem mnie. Z każdym kolejnym dobrze znanym budynkiem, każdą ulicą, każdym krokiem postawionym na zimnym bruku czy wreszcie z każdą znajomą mijaną twarzą, powracają kolejne wspomnienia. Jedne to plany i marzenia, których nie udało się zrealizować. Niektóre to skarby, które się utraciło. Inne to obawy, że pióro życia zamknie ten rozdział najboleśniejszą ze strat. Kilka prób zaistnienia, sukcesów, które dziś już nie mają dla mnie większego znaczenia, jednak głównie hektolitry krwi wyłkane tu przez moje serce. Ci różni ludzie, których tu znałam, na innych etapach mojego życia i innych etapach mnie. To miejsce tak bardzo mnie zmieniło łamiąc wiele razy pod rząd. Wszystko zaś przez tylko i wyłącznie jeden zły, nieprzemyślany wybór. Jedno serce oddane w najgorsze z rąk spowodowało, że seria niefortunnych zdarzeń pociągnęła za sobą kolejne porażki. Każda z nich bolała inaczej, osobno. Dziś powróciły do mnie wszystkie razem, choć pogodzona z nimi nie czułam w tej kumulacji już nic. Mijałam nieświadome niczego twarze już tylko niewidzialna i nawet nie miałam ochoty rozmawiać. Snując się między nimi a latami wspomnień, obserwowałam mój czas spędzony tutaj stojąc z boku. Ból, który łagodzi ból, przynosi ukojenie. Nie sądziłam, że kiedykolwiek to pojmę. Sam na sam z myślami, tam, gdzie straciło się wszystko. Terapeutyczne powroty.

Harira – indyjski niby rosół

Harira to zupa, która kojarzy mi się głównie z Marokiem. Wersja z Indii przypomina bardziej rosół z dodatkiem wszystkiego, mimo to efekt ostateczny wyszedł całkiem smacznie.

IMG_20181016_094332_760

Potrzeba: 250g kurczaka, pół kubka posiekanego zielska tj zielonej cebulki, mięty, kolendry i natki pietruszki, łyżeczka ziaren pieprzu i suszonych czerwonych chilli, 2 łyżki oleju i masła, 1/4 kubka ryżu, 1/2 kubka makaronu, 3 jajka, kubek ciecierczycy, 2 łyżki soli i pasty czosnkowo-imbirowej, pół kubka posiekanej cebuli, pół łyżki cynamonu i ziaren kuminu, łyżkę mąki z cieciorki.

20181016_094139

1. Kurczaka podsmażamy na oleju i maśle w cebuli, pieprzu, chilli, soli, paście czosnkowo-imbirowej, cynamonie i ziarnach kuminu. Kiedy dno garnka będzie względnie suche wlewamy wodę i gotujemy aż mięso będzie odchodziło od kości.

2. Dodajemy ryż, ugotowaną ciecierczycę i makaron i gotujemy na małym ogniu. Na boku podsmażamy łyżkę mąki z cieciorki w pół łyżki masła i dodajemy pół kubka wody gotując i mieszając do wyzbycia się grudek. Dodajemy do garnka z zupą. Ubijamy jajka i wlewamy powolutku do zupy tworząc z nich duże paski na kształt makaronu.

3. Dodajemy wszelkie zielsko i gotujemy przez kilka minut.

Przepis pochodzi z książki „Indian Delights” Zuleikhi Mayat

Sznur letnich wspomnień

Polana, którą odwiedzaliśmy z synem regularnie przez całe lato, niespodziewanie postanowiła przekwitnąć. Okazało się zatem, że towarzystwo żółtych kwiatów zastąpiło nagle białe dziwactwo. To samo, które we wrześniu 2011 roku fotografowałam w War Memorial Parku w Coventry. Roślina, która pociągnęła za sobą sznur (nie tylko) letnich wspomnień…

20180913_075738.jpg

2011

IMG_20180912_163449_555.jpg2018

W pewnym sensie to porównanie oddaje sytuacje, w których byłam i jestem teraz. Rzeczywistość w odcieniach szarości reprezentuje niemal martwy punkt, w którym się wtedy znajdowałam, nie do końca zdając sobie z tego sprawę: niepewność, brak stabilności, brak marzeń (!), jeden cel: jakoś przetrwać i nie wracać do tego życia, które zostawiłam w Polsce. Obecnie życie ma o wiele więcej kolorów, zmieniła się zatem perspektywa. Żyję wolniej i w zgodzie z samą sobą. Dobrze mi z tym, co mam. Co nie zmienia faktu, że wciąż lubię czarnobiałe zdjęcia. Może jednak częściej pozwalam sobie doceniać barwy codzienności niż na siłę je z nich obdzierać. A może zwyczajnie zbyt długo tu mieszkam by nie doceniać słońca. Wróciłam niedawno do fotografii po bardzo długim czasie. Przemyślawszy sobie na spokojnie ilość wydarzeń przez te lata dochodzę do wniosku, że mogłabym nimi obdarować conajmniej kilka innych żywotów… To już chyba jednak „przywilej” osób, które żyją intensywnie. Oto zaś tegoroczny sznur letnich wspomnień:

IMG_20180810_173222_785.jpgIMG_20180820_130536_57120180913_08053120180901_151329.jpg20180913_080152.jpg20180913_080302.jpg20180803_143848.jpgIMG_20180902_134517_549.jpgIMG_20180808_174329_807.jpgIMG_20180808_173628_043.jpgIMG_20180804_210025_441.jpgIMG_20180806_142549_324.jpgIMG_20180804_205314_824.jpg

4 września (II)

IMG_20180821_163343_847Tego dnia, poraz pierwszy od lat, słońce postanowiło jeszcze nam  potowarzyszyć, choć chłodne jesienne powietrze wdzierało się już wieczorami do przytulnego zakątka pod numerem trzynaście. Otulając jeszcze przez moment ciepłem swych promieni oprowadziło nas po miejscach, w których trzeba było się zjawić, stanowiąc solidne oparcie i tak już dobrego samopoczucia. Nie potrafię smucić się w słoneczny dzień.

Tego dnia również poraz pierwszy od lat nie rozpaczałam, że rozpoczyna się rok szkolny, z radością zaprowadzając znudzonego życiem Młodocianego na kilka godzin do przedszkola. Z rozkoszą dałam się porwać znanej już rutynie, powitałam ją z uśmiechem. Tego dnia, zamiast nostalgii, powróciły wspomnienia, uśmiech i lekkość ducha. Minął rok, odkąd cegiełka po cegiełce zaczęliśmy odbudowywać gruzy mojej rzeczywistości. Rok, w którym wiele się wydarzyło, jeszcze więcej zakorzeniło i ostatecznie część spraw obrała pozytywny obrót.

Tego dnia refleksje nie chciały mnie opuścić, mając zaś nieoficjalny wgląd do obecnego biegu mojego dawnego życia nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ominęło mnie wiele złego. Dużo się nauczyłam przez ten czas, poraz kolejny już o sobie samej, o innych. Nabrałam jeszcze więcej dystansu do przemijających problemów. Tego dnia odkryłam, że tak naprawdę jest dobrze, choć nie zawsze jest idealnie. Tym dniem był czwarty września.

 

Lamb Karahi

Bardzo smaczne i proste w wykonaniu curry z jagnięciny.

20180830_144340.jpg

Potrzeba będzie: pół kg jagnięciny bez kości, dwa pomidory, cztery cebule, 6 ząbków czosnku i centymetr imbiru. Przyprawy: mielony kumin, kolendra, kurkuma, sól himalajska, garam masala i tandoori masala.

1. Smażymy pokrojone w kostkę cebule razem z startym czosnkiem i imbirem. Dodajemy pokrojone na ćwiartki pomidory i smażymy kilka minut.

2. Wrzucamy mięso, posypujemy łyżką soli, kolendry, kuminu i garam masali. Dodajemy pół łyżeczki kurkumy i dwie łyżki tandoori masali. Zalewamy wodą i gotujemy dolewając więcej w miarę potrzeb aż do miękkości mięsa. Danie jest gotowe kiedy cebule i pomidor rozpadną się w gęsty sos. Opcjonalnie można dorzucić zielone chilli (u mnie dwie małe).

Bridżet The Pani Domu. Wakacje

09:36

Odkryłam zagadkę spalonych placków paratha z zeszłego weekendu, naszego gościa głównego podczas śniadań. Odkryłam też, że można przypalić jeden placek i usmażyć na nim pozostałe sześć, jak i to, że nikt się nie zorientuje. Nieco później jednak mama oświeciła mnie, że taawa, płaska patelnia beztłuszczowa, przestała nagle działać, bo ją wyszorowałam i zdarłam. Chujowe Panie Domu powinno się wysyłać na jakieś kursy przedmałżeńskie co by im zaoszczędzić szoku. Postanowiłam jednak postawić na genialne rozwiązanie problemu: nowa taawa będzie koloru brązowego, jak nie zauważę, że jest niedomyta, to nie będzie mnie ciągnęło by ją zniszczyć. Ta srebrna doprowadzała mnie do szału. Czy mogę winić moją matkę, że o tym nie wiedziałam? Zawsze się ze mnie śmieje, a nie nauczyła mnie żadnej z tych oczywistości. Plus to kolejna tradycja, że o cokolwiek uczepi się mnie i siostry, odpowiadamy tak, że zdanie zaczyna się od „To przez ciebie mamo, bo…” i jeśli dobrze pamiętam, ostatnim razem kiedy użyłam tego zdania było bodajże przedwczoraj.

Może nie zauważy. Tak jak rodzinka placków usmażonych na węgielku, już nie srebrnej tawie. Damn it.

09.46

Wydaje mi się, że pogodziłam się z losem. Miałam Wam o tym napisać od dobrego tygodnia, ale tak się składa, że wena twórcza jest silniejsza kiedy mam powód do narzekania. Kiedy nie mam, treść wpisu stanowi trzy zdania i nic ciekawego. Jak dzisiaj. Oddałam dziecko na tydzień babci, nazwałyśmy to wakacjami na wsi. Poza drobiazgiem, że koń prawie odgryzł mu głowę w bitwie o czipsy na placu zabaw, a mój syn stawiał się w ich obronie zwierzęciu, którego sama głowa była większa niż on cały, mają się nieźle. Ja również. Nie pamiętam kiedy ostatnio leżałam w wannie jedząc śniadanie i nikt nie kopał mi w drzwi. Ani kiedy zdarzyło mi się być w łóżku po 7:30, nie wspominając o 10. Niech żyją wakacje, babcie zatrudniające wnuki do robótek w ogródku i angielskie konie atakujące przechodniów. Anglia ma problem. Toć siedzisz na placu zabaw i bydlak wyżera Ci zakupy.

09:57

Mieliśmy w tym roku lato stulecia naprawdę, wiem, choć nie czytam gazet od dawna.* 7 czy 8 tygodni upału. Nie dni, tygodni. W Anglii. Zżółknięte trawniki, zmarnowani ludzie, klimatyzacja wiatrakowa stosowana nawet nocą. Wszyscy wyjałowieni, bez energii. Dziś padał deszcz, mówię Wam, jaka ulga. Nie sądziłam że można za nim tęsknić.

*Dla niewtajemniczonych, od siedmiu lat czytam w gazetach o lecie stulecia i rekordowej temperaturze, mimo że lato równało się dotąd 4 (czterem!) dniom słońca. Wyjątkowo faktycznie mają o czym pisać.