Straszące wyjące drzewo

Lancashire ma jakieś dziwne zamiłowanie do mrocznych stron ludzkiego istnienia. W jednym z lutowych wpisów wspominałam Wam o lesie, w którym palono czarownice. Tym razem odkryłam darmową ścieżkę dźwiękową do horrorów, znów na wzgórzu o pięknych widokach, opisaną jako „sztuka nowoczesna” i „rzeźba wydająca piękne dźwięki”. Jak piękne, oceńcie sami:

Tak więc rzeźba ta, nazwana „Grającym śpiewającym drzewem” (Ringing Singing Tree) znajduje się na Crown Hill i można stamtąd podziwiać piękny widok na Burnley. Zaprojektowana przez Mike’a Tonkin’a i Ann Liu, została zaliczona do 21 najważniejszych rzeźb Anglii XXI wieku i powstała jako symbol renesansu okolicy. Ze względu na swoją konstrukcję wygrała też, wraz z 13 innymi rzeźbami, nagrodę doskonałości architektonicznej fundowanej przez Royal Istitute of British Architects. W marcu 2017 postawiono drugą identyczną rzeźbę w Austin, Teksasie, USA.

Poza współczuciem mieszkańcom domów w pobliskiej dolinie, szczególnie w wietrzne dni, popodziwaliśmy też widoki:

IMG_2964IMG_2965IMG_2946IMG_2948IMG_2951IMG_2952

Reklamy

Tarka daal – zupa z soczewicy

IMG_2998

Daal, popularnie w Indiach i Pakistanie danie z soczewicy bądź grochu, wykonuje się na kilka sposobów: tylko przyprawione, jako dodatek do gulaszu albo z cebulą i pomidorem. Ta ostatnia wersja zwie się Tarka Daal i jest moją ulubioną. Przedstawiam Wam dziś dopracowany metodą prób i błędów szybki i smaczny przepis.

Potrzeba będzie: na zupę – szklanka soczewicy, obojętnie której, bowiem każdy rodzaj nadaje daniu nieco inny smak. W tym przepisie używam zielonej soczewicy. Soczewicę moczymy przez godzinę w wodzie w proporcjach 1:4 czyli 1 szkl soczewicy zalana 4 szklankami wody. Gotujemy w tych samych proporcjach, przyprawiając połową łyżeczki kurkumy w momencie zagotowania

IMG_2991

Na tarkę: odrobina oleju, na którym smażymy łyżkę ziaren kuminu. Kiedy zaczynają pękać, wrzucamy (starte) 6 ząbków czosnku i 2 cm imbiru. Do tego jedna cebula pokrojona w cieniutkie paski, pomidor w kawałkach oraz po płaskiej łyżce chilli w proszku i soli, najlepiej himalajskiej.

IMG_2993.JPGTarka jest gotowa do wlania do zupy, kiedy pomidor rozpadnie się w sos (cały czas mieszamy zawartość patelni). Połączone już składniki gotujemy, dolewając szklankę lub dwie wody, aż do konsystencji gęstej zupy i miękkości soczewicy.IMG_2995Podajemy z chlebkiem lub ryżem, chyba że pokochacie to danie tak bardzo jak ja i będziecie wyjadać je łyżką. 😉 Smacznego!

Pościelowe felietony

Cisza. Po mieszance odgłosów odstawianych naczyń, rozmów za oknem, bełkotu telewizoru i grozy czyjegoś oburzenia, nadchodzi ten moment w ciągu dnia, że masz siebie tylko dla siebie. Rozmowa z samą sobą to nie tylko przemyślenie wszystkich spraw odstawionych do momentu „na spokojnie”. Czasem wystarczy pobyć i się wyciszyć. W milczeniu gorącej letniej nocy odnajduję niezwykły spokój, wpisując ten moment do kolekcji jemu podobnych. Wczoraj chodzący wulkan, dziś oaza spokoju. Kobieta jest tak różna, że ją samą to czasem dziwi. Nikt nie podarował podręcznika obsługi technicznej i emocjonalnej własnej. Może pora taki napisać, by przestać się zaskakiwać? Dziś na przykład powinno mi być przykro, smutno i nerwowo. Czuję się za to jakaś taka nietknięta tym wszystkim, kontynuując jak gdyby nigdy nic. Nie potrafię być zła na zawołanie, tak jak nie potrafię udawać szczęśliwej. Przejście do etapu „nic się nie stało” wciąż trwa u mnie tyle co gojenie ciętych ran. Wciąż pamiętam czego mi nie powiedziałaś dziesięć lat temu, a zatem mnie zawiodłaś. Niekontrolowane stabilności emocjonalne bardziej dziwią zatem niż cieszą. Ciężko jest być kobietą i nie móc winić hormonów akurat w tej chwili. Rozmawiając z sobą wieczorną porą dochodzę do wniosku, że nie możemy wymagać, by nas pojęto, skoro same bez mapy nie pamiętamy do końca, z której strony przyszło nieszczęście. Niemniej, fascynujące z nas stworzenia. I trudniejsze niż możnaby przypuszczać. Zdecydowanie jednak warte wszelkiego zachodu.

 

Jogurtowa zupa kadhi

IMG_2631

Na zupę:

2 szklanki jogurtu naturalnego, szklanka mleka, 4 łyżki mąki z ciecierczycy, pół łyżeczki soli, chilli i kolendry, dwie drobno pokrojone zielone chilli, łyżeczka ziaren kuminu, 4 starte ząbki czosnku, centymetr startego imbiru. Gotujemy mieszając aż zupa będzie gładka i bez grudek.

Pakory:

2 szklanki mąki z ciecierczycy, łyżka chilli, soli, garam masali, kuminu i garść swieżej kolendry, dwie cebule pokrojone w cienkie piórka, pół szklanki wody. Mieszamy wszystkie składniki i smażymy ciasto na głębokim oleju.

Podajemy z ryżem lub chlebkiem

Powrót do rzeczywistości

IMG_2155

Już za chwilę, już za moment, ogromny napis Ramadan Kareem rozwieszony w salonie odnajdzie swoje dawne miejsce w pudle na dnie szafy. Już za kilka dni można będzie pomarzyć o przebieraniu w meczetowych wykładach w środku tygodnia, w zapomnienie odejdzie gotowanie o 10 rano by popołudniu móc się godzinę zdrzemnąć, a mieszczenie się w ciuchach rozmiaru 6 pozostanie otagowane w umyśle jako „po następnym Ramadanie”. Mam dwie takie kiecki, bajecznie piękne, w które mieszczę się tylko raz w roku, po trzydziestodniowym poście. Biedniejsi o parę kilo, kilkaset funtów i grube setki godzin snu, powinniśmy niecierpliwić się powrotu do życia codziennego typowego dla pozostałych jedenastu miesięcy. Niestety, ani trochę. Co roku żegnam Ramadan z tym samym żalem, tęsknie wypatrując nadejścia kolejnego.

Bo poza wyrzeczeniami są też zyski, te wymiaru duchowego przede wszystkim, bogatsi o wiedzę, której próżno było tu szukać rok temu, o doświadczenia, o wdzięczność możliwości przeżycia wspólnie tego czasu. O błogosławieństwo ciepła rodzinnego i dużej rodziny, z którą przyjdzie obchodzić Eid. O wdzięczność za wiele rzekomo podstawowych i niewielkich aspektów życia, które bywają dla innych ludzi szczytem marzeń. Za towarzystwo, które już drugi rok pod rząd czyni ten czas wyjątkowym. Za to, że wspieramy się na przekór wszystkim, a religia zbliżyła nas zamiast rozdzielić. Bogatsi o cierpliwość innego wymiaru, może nie tą co do dzieciaka, przysięgam że testował ją do granic możliwości, ale tą względem życiowych trudności i rzekomych niepowodzeń. Bogatsi o spokój wewnętrzny, którego nie jestem w stanie opisać. O nowe wyzwania, obym o tej samej porze rok później była w stanie twierdzić, że faktycznie dotrwałam w nich do końca. Bogatsi o organizmy młodsze z dziesięć lat, pełni energii, po miesiącu bez chemii i cukru cofnęliśmy się w czasie, przynajmniej do czasu aż znowu zawitamy na stałe w lokalnej cukiernii… Oby nie tym razem, choć co do tego nie żywię aż takiej nadziei. 😉

Bogatsi o wdzięczność za wszystko. Tak łatwo jest o tym zapomnieć, że wystarczy tylko moment, by wszystko stracić. Tak trudno doceniać co się ma wciąż to posiadając.

Limonkowe mojito

… szybko i smacznie. Dopracowałam idealne, równie pyszne jak to serwowane w mojej ulubionej restauracji.

IMG_2070

Potrzeba:

1 limonka, 2 plasterki cytryny, sprite, woda gazowana, cukier do wypindrzenia szklanki, 10-12 listków mięty, 2 łyżki miodu

Wykonanie:

W miseczce zgniatamy 4 listki mięty, np widelcem, bo komu by się chciało bawić w fachowca-barmana. Dodajemy sok z jednej limonki i miód, mieszamy. Rozdzielamy po równo na dwie szklanki. Następnie zalewamy mieszankę spritem, trochę mniej niż 1/4 szklanki, pozostałą ilość wodą gazowaną. Dorzucamy plaster cytryny i listki mięty w całości, ewentualnie lodu.

Enjoy!

Ramadan

IMG_1915

Choć jest to niemal magiczny miesiąc, czas niestety nie staje w miejscu. Wszystko toczy się jak zwykle, choć jakby trochę wolniej. Wiesz, że jest Ramadan, kiedy wieczorne letnie powietrze wypełnia niewyjaśniona lekkość. Napajam się nim siedząc w ogrodzie, to niezwykłe uczucie przywołuje falę wspomnień wszystkich miejsc, w których zdarzyło mi się je odczuć. Sięgam pamięcią do podróży ciemną nocą, jeszcze w Polsce, zahaczam też o zeszłoroczny Ramadan i powroty z meczetu nad ranem, pełne radosnych rozmów, ciepłego dla odmiany powiewu wiatru i wesołych głosików podopiecznych. Spokój wewnętrzny osiąga szczyty zenitu. Choć niespodziewanie wszystko zdaje się lecieć w dół, niewiele jest w stanie mnie ruszyć. Przez cały miesiąc jestem w jakimś letargu, zawieszona kilka stóp nad ziemią. Tylko w Ramadan już od 18 czuję w ogrodzie zapach smażonych pierożków samosa u sąsiada, a dzieci nieznajomych zostawiają mi cukierki razem z prośbą o modlitwę. Dziecięcy śmiech, który słyszę za oknem, nie ustaje jeszcze grubo po jedenastej, pomimo ciemności. Wracają bowiem z rodzicami z modlitw Tarawi. Wiesz też, że jest Ramadan, kiedy knajpa serwująca śniadania jest otwarta i po brzegi pełna o pierwszej nad ranem, a dzień i noc zdają się wymienić miejscami. Kiedy posiłek w restauracjach poprzedza azaan, wzywanie na modlitwę, a nawet najbardziej hiperaktywni członkowie rodziny są poraz pierwszy od dawna wyciszeni. Wszyscy się wszystkim dzielą, wymieniają jedzeniem, panuje bardzo rodzinna atmosfera. Lokalne meczety oferują dziesiątki wykładów, lekcji, spotkań. Uwielbiam każdą minutę, którą udaje mi się spędzić w ścianach meczetu, któregokolwiek, bo wyboru nie brakuje. 18 godzin bez jedzenia i picia mnie nie rusza, jestem głodna tej atmosfery, lekkości duszy, zgarniam je garściami. Żałując, że nie da się wypchać kieszeni na później. Cały miesiąc mogłabym porównać do medytacji: coraz bardziej odcinam się od rzeczywistości i wgłębiam w sferę duchową. Czas spędzony na codziennych obowiązkach leci szybko, a reszta… Reszta to słodka przyjemność, ukojenie. Szkoda jedynie, że kiedy to piszę, zostały tylko trzy tygodnie. Tak bardzo chciałoby się, by ten stan trwał wiecznie.

IMG_1914